Psychologia jedzenia sens

Psychologia jedzenia, psychologia odżywiania, psychologia zachowań żywieniowych – zwał jak zwał. Czy ta dziedzina ma jakikolwiek sens, poza zapewnieniem pracy badaczom w swoich laboratoriach oraz wykładowcom próbującym przekazać wiedzę swoim studentom?

Promotor mojej pracy magisterskiej mówiła, że badanie musi być sexy. Większość znanych mi badań z psychologii jedzenia śmiało można tak właśnie określić. Bynajmniej nie chodzi mi tu o nyotaimori, body sushi, czyli zjadanie sushi z ciała nagiej kobiety (co niewątpliwie dla niektórych może być bardzo sexy). Mnie bardziej zachwyciło coś w polskich klimatach, czyli badanie o jedzeniu zupy pomidorowej (bo wiecie, jutro znów będzie pomidorowa). Badanie wykazało, że kiedy jemy nieświadomie, a nasz talerz wciąż samoistnie się napełnia (o czym oczywiście nie wiemy), potrafimy zjeść o wiele więcej niż jedząc z normalnego talerza, a co więcej, kalorycznie określić posiłek na zupełnie normalnej wielkości (szczegóły tego badania opisałam tutaj). Inne badania z tej dziedziny pokazują, że więcej płynu wypijamy ze szklanek niskich i pękatych niż z tych wysokich i smukłych. A podczas imprez wypija się więcej wtedy, kiedy butelki są na bieżąco sprzątane ze stołów. Zainteresowanych tym tematem odsyłam do książki „Beztroskie jedzenie”, z której można się po zęby uzbroić w wiedzę o badaniach z psychologii jedzenia.

Co jednak wynika z tych badań (oprócz pensji dla badaczy)? Wiadomo, w domu (raczej) nie mamy w stołach specjalnej konstrukcji, która napełnia nam talerze zupą pomidorową. Jednak to badanie pokazuje, że nasze uczucie sytości powinniśmy określać poprzez wsłuchiwanie się we własne ciało, a nie poprzez patrzenie czy wszystko zniknęło z talerza. W zależności od tego, co chcemy pić, możemy dostosować nasze szklanki do tego, aby bardziej nam służyły. A jeśli nie chcemy, żeby nasi goście dużo wypili (bo jesteśmy skąpi lub dbamy o ich zdrowie), wystarczy nie sprzątać butelek, aby stojąc na stole przypominały o tym, ile już zostało skonsumowane.

Psychologia jedzenia

Wiadomo, badania badaniami, a życie życiem, jednak najważniejszą dla mnie rzeczą jest możliwość zwrócenia uwagi na pewne rzeczy, o których nawet by się nie pomyślało. Wiedza o takich badaniach może być pierwszą iskrą do samoobserwacji i samokontroli i właśnie do tego Was zachęcam. Dla mnie to stanowi trzon zdrowego stylu życia. Nie żadne restrykcyjne diety, liczenie kalorii i każdego grama na wadze. To liczenie odwraca często uwagę od tego, co jest w zmianie najbardziej istotne i od prawdziwej istotny problemów żywieniowych. Oczywiście jest to łatwiejsze, bo czyż nie chętniej oddamy odpowiedzialność za nasze ewentualne niepowodzenia jakiejś źle rozpisanej diecie niż przyjmiemy na klatę to, że mamy problemy z samoakceptacją, źle znosimy samotność, nudę, stres? Zdrowy styl życia to nie tabelki, miarki, przeliczniki. Odpowiedni pod względem kalorycznym posiłek można bez problemów skomponować w każdej fast foodzie, ale przecież nie o to tu chodzi. Ucząc się wybierać zdrowe produkty, które są odpowiednie dla naszego organizmu, z czasem uczymy się komponować zdrowe posiłki, nie zajmując sobie głowy odmierzaniem każdego ziarnka ryżu. Taka zmiana nie dzieje się z dnia na dzień, ale to jest taka umiejętność, która zostaje już na całe życie i może służyć nam do końca.

Zdrowe odżywianie to solidna baza, na której możemy budować zdrowy styl życia. Ważne jest, aby nauczyć się wybierać produkty o jak największej jakości, umieć je przygotować (co wcale nie oznacza, że ich przygotowanie musi być trudne i czasochłonne!), a później umieć je świadomie zjadać i słuchać sygnałów płynących z ciała. Najważniejszym przesłaniem Fiolki Endorfin zawsze było dla mnie, aby jeść, smakować, cieszyć się życiem i robić to wszystko świadomie. Psychologia jedzenia to bardzo przyjemne (i sexy) źródło wiedzy, które może to wszystko ułatwić.

  • A propos „sexy” to pamiętam, że na studiach mieliśmy wykład monograficzny „Psychologia Dizajnu”. Świetna Prowadząca powiedziała nam, że początkowo w nazwie miało być coś o ergonomii, ale uznali, że powyższy tytuł jest bardziej sexy 🙂 I rzeczywiście – na wykład od razu zapisał się komplet osób 🙂

    Ciekawe wyniki z tymi butelkami. U mnie to się chyba sprawdza. Na Dzień Babci i Dziadka razem z rodzeństwem zaprosiliśmy Dziadków do kawiarni. Zamówiliśmy kawę i ciastka. Kelnerka na bieżąco sprzątała ze stolika, więc po jakimś czasie siedzieliśmy przy pustym… Głupio się czułam i myślałam nawet, aby może coś jeszcze zamówić, ale uznałam, że przecież każdy zjadł swój deser i wypił kawę, więc to byłaby przesada 😉