Ulubieńcy marca 2016

Muszę przyznać, że w zeszłym miesiącu zainspirowałam samą siebie moim podsumowaniem z Ulubieńcami lutego. Zaczęłam zwracać większą uwagę na niematerialne rzeczy i to, co mi dają. W związku z tym, podobnie jak w zeszłym miesiącu, w tym również przeważają doznania intelektualno-emocjonalne (jakkolwiek to zabrzmi). A przed Państwem, ulubieńcy marca:

Ulubieńcy marca 2016

1. Spacery

O mojej opasce Mi Band pisałam już w zeszłym miesiącu, ale to właśnie za jej sprawą postanowiłam rozpisać wyzwanie spacerowe z elementami grywalizacji. Dzięki temu, w marcu przespacerowałam ponad 200km. Było to 200km pełnych relaksu, zachwytu nad światem (zawsze cieszy mnie widok zajęcy i saren tak blisko mnie), pomysłów (patrz następny punkt), odkrywania nowych miejsc (bo jako prawdziwy podróżnik starałam się wybierać różne trasy, żeby poznać jak najwięcej nowych miejsc). Spacery na nowo odkryłam w lipcu zeszłego roku, kiedy brałam udział w wyzwaniu Kamili Rowińskiej, ale ciągle zadziwia mnie jak taka niepozorna czynność może wpłynąć na różne obszary życia.

2. Podcasty

Do słuchania podcastów podczas spacerowania zainspirowała mnie Ola – Pani Swojego Czasu. Bardzo lubię chodzić i wsłuchiwać się w odgłosy natury lub miasta, ale postanowiłam spróbować i przy okazji nauczyć się nowych rzeczy. To był strzał w 10. Zazwyczaj, kiedy wracam z takich spacerowo-podcastowych wypraw, pierwsze co robię, to spisuję wszystkie pomysły, które pojawiły się w ich trakcie, a czasami jest ich naprawdę sporo. Czego słucham? Zazwyczaj mój wybór zależy od tego gdzie idę i ile mam czasu.  Najczęściej towarzyszą mi: Po Nitce Ariadny, Food Psych, Foodist with Darya Rose, Off The Charts Business Podcast with Nathalie Lussier, Online Marketing Made Easy with Amy Porterfield, The Crave Cast. Jeśli macie jakieś ulubione podcasty, które mogłyby mi się spodobać, to zachęcam do podzielenia się nimi. A po cichu Wam dopowiem, że w najbliższych dniach będę próbować swoich sił w nagrywaniu podcastu. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

3. Połącz kropki

Ta książka była jedną z nagród, które sobie wybrałam w moim spacerowym fit wyzwaniu. Ustaliłam, że kupię ją, kiedy zdobędę 20 punktów, ale zamawiałam książki z internetu chwilę wcześniej, więc 3 dni kusiła mnie w domu, ale nie oszukiwałam i sięgnęłam po nią rzeczywiście dopiero w dniu, kiedy wychodziłam te 20 punktów (co to była za radość, kiedy wróciłam ze spaceru i złapałam za mój fioletowy cienkopis!). Jako dziecko bardzo lubiłam łączyć kropki. Pamiętam, że córka mojej opiekunki narysowała kiedyś specjalnie dla mnie kropkowy obrazek, który przedstawiał pociąg. To była istna magia. „Połącz kropki” wpisuje się w obecny trend kreatywnych i antystresowych książek dla dorosłych, które od czasu do czasu testuję. Kropkom bliżej do szybkiego relaksu niż kreatywności, ale właśnie to w nich lubię, że przez 5 minut mogę nad czymś się skupić, a później wrócić do innych moich obowiązków. A na koniec zawsze przez chwilę podziwiam moje dzieła (co z tego, że stworzone przy pomocy kropek, podziwiania nigdy dość).

4. Peaky Blinders

Nigdy nie zdawałam sobie sprawy z tego, że chciałabym być dziewczyną angielskiego gangstera z dwudziestolecia międzywojennego, ale później dowiedziałam się kim jest Tommy Shelby i przepadłam. Mam problem z zaczynaniem nowych seriali, bo jest ich tak dużo, każdy poleca co innego, a na coś zdecydować się trzeba. Przyjaciółka zarekomendowała mi Peaky Blinders mniej więcej tak: „Jak oni tam wyglądają! Prawdziwi dżentelmeni. Nie to, co teraz, chłoptasie biegający w zbyt wąskich spodniach. I jak mówią! Z takim pięknym akcentem”. Okazało się, że pierwszy sezon jest nawet na Netflixie z polskimi napisami, więc pewnego wieczora, zebrałam rodzinę przed telewizorem i zaczęliśmy oglądać. Co ja mogę powiedzieć? Jak oni tam wyglądają! Prawdziwi dżentelmeni. I jak mówią! Z takim pięknym akcentem. I akcja wciąga tak, że koniecznie trzeba zobaczyć „jeszcze jeden odcinek”. A Cillian Murphy jest tak seksowny, że chce się z nim chodzić na wyścigi konne i robić po nich brzydkie rzeczy, mimo że od początku wiadomo, że to przecież nie może się dobrze skończyć.

5. MasterChef Junior

Nie lubię dzieci. Oczywiście, potrafią być kochane, urocze i zaskakująco inteligentne, ale coś krępuje mnie w ich obecności i nie jestem przy nich całkiem naturalna (co nie przeszkodziło mi, aby zostać ulubioną panią pewnej grupy przedszkolaków, z którymi prowadziłam zajęcia rozwojowe, ale wystarczyło po prostu z nimi rozmawiać zamiast na nie krzyczeć i przekupywać ich obrazkami i naklejkami, żeby za bardzo nie psociły). Nie wiem jaki był klucz wybierania dzieci do MasterChef Junior, ale ten, kto za to odpowiadał, powinien też pisać klucze odpowiedzi do zadań maturalnych, bo jest dobry w tym, co robi. Naprawdę uwielbiam oglądać te dzieciaki. Są nie tylko geniuszami pod względem kulinarnym (wiele się od nich uczę, zarówno jeśli chodzi o połączenia smaków, jak i o wygląd talerza), ale przede wszystkim są cudownymi małymi ludźmi, pełnymi odwagi, ciepła, chęci niesienia pomocy. Serce się raduje jak się wzajemnie wspierają, pomagają w trudnych chwilach, nie kopią pod sobą dołków i autentycznie cieszą z tego jak daleko udało im się dotrzeć. Ten program to nie tylko lekcja gotowania, ale głównie tego, jak być dobrym człowiekiem.

6. Pieczona owsianka

Wiele razy myślałam o tym, żeby zrobić pieczoną owsiankę, ale zazwyczaj na samym myśleniu się kończyło. Wreszcie udało mi się ją przygotować i okazała się tak pyszna, że zrobiłam ją już kilka razy, kombinując z różnymi połączeniami smakowymi. Jej dużym plusem jest to, że robi się ją w kilka minut, a później wystarczy tylko cierpliwie poczekać przez kolejnych 20. Przy dobrym rozplanowaniu poranka, nadaje się nie tylko na weekendowe śniadaniowe lenistwo.

Co najbardziej Was zachwyciło w ubiegłym miesiącu? Jeśli macie ochotę, wklejcie linki do swoich podsumowań.

Get Free Email Updates!

Zapisz się na darmowy 7-dniowy kurs online "Zdrowy styl życia od dzisiaj"

Twoje dane są u mnie bezpieczne. Obiecuję, że nigdy nie dostaniesz ode mnie spamu.

Podobne wpisy

  • MasterChefa Juniora oglądam wspólnie z Gizmolem, cieszy się jak nie wiem co 😉 Pieczoną owsiankę jadłam już kilkakrotnie. Jakie są Twoje ulubione połączenia? Jutro chyba sobie zrobię z twarogiem 😉
    pozdrawiam serdecznie!

    • Lubię połączenie z bananem, malinami i migdałami lub z gruszką i orzechami laskowymi. Ostatnio zrobiłam banana z kokosem, sezamem i pestkami dyni (nic więcej nie było w domu) i aż byłam zaskoczona jakie pyszne wyszło.

  • Pieczona owsianka wygląda obłędnie <3 Gdyby nie to, że rozpoczynam sezon na owsianki ze słoika, to na pewno bym spróbowała. Chyba muszę poczekać na chłodniejsze dni :).

    Gratuluję Ci Twojego spacerowego wyzwania, fantastyczna sprawa! 🙂 I bardzo fajny pomysł na połączenie spacerów ze słuchaniem podcastów. Zainteresowałaś mnie opaską Mi Band, muszę poszukać szczegółowych informacji. Pozdrawiam! 🙂

    • Naprawdę warto spróbować pieczonej owsianki. Mi smakuje ona o wiele bardziej niż taka tradycyjna. Oby już tych chłodniejszych dni nie było, ale jakby jednak powróciły to koniecznie spróbuj 🙂
      Opaska Mi Band jest świetna i gorąco ją polecam. Zbiera też dużo pozytywnych opinii, bo za bardzo przystępną cenę dostaje się dobry produkt. Jeśli będziesz chciała ją kupić to zwróć uwagę, żeby była to już ta nowsza, z wbudowanym pulsometrem. W ulubieńcach lutego podałam link do autoryzowanego sklepu. Warto w nim kupić, bo np. na allegro można kupić w podobnej cenie podróbki, w których opaska tak dobrze nie trzyma i urządzenie czasami wypada. Z moim od dwóch miesięcy nic się nie dzieje, bateria też dobrze trzyma (ładowałam 2 razy).